poniedziałek, 2 grudnia 2013

KONCERT CZ. 3

W hallu słychać było tylko trzask drzwi i przyśpieszone oddechy. Dwie osoby weszły do domu zachłannie się całując i idąc powoli wgłąb domu.
- Od rana na to czekałem. - wymruczał Harry.
- Ja też. Nawet nie wiesz jak bardzo. - Louis popchnął Harry'ego na ścianę i wsadził swoje kolano między jego nogi.
- Ale pamiętaj o swojej karze. - pogroził palcem brunet, na co Lou jęknął.
- A trzeba? - spytał.
- Tak, ale nie teraz. - uspokoił go Harry. Znów złączyli swoje gorące wargi i przemieścili się na górę. Wpadli do sypialni Louis'a, ponieważ jak Harry mówił, miał miększe łóżko.
- Teraz się zacznie zabawa. - mruknął Harry i rzucił się na łóżko, tym samym ciągnąc za sobą Louis'a.
- Co masz na myśli? Coś nowego? - zapytał z ciekawością szatyn.
- Tak, ta 'nowość' to będzie twoja kara.
- Czyli to przyjemna kara?
- A co myślałeś? Po prostu ty będziesz na ten wieczór moją zabawką. - uśmiechnął się cwaniacko.
- Ten jeden wieczór może tak być. - odwzajemnił uśmiech Louis. Harry przekręcił szatyna na plecy i zdjął mu koszulkę. - Może na wszelki wypadek zamknij drzwi na klucz.
- Czemu? Chłopaki po kolacji poszli ze swoimi rodzinami. Prędko nie wrócą.
- Proszę, zrób to.
- Dobrze. Ale nam się poszczęściło że nasze rodziny chciały coś same obgadać, nie? Mamy czas dla siebie. - powiedział Harry wracając do łóżka.
- Oj tak, mnóstwo czasu dla siebie. - potwierdził z zadziornym uśmiechem Lou.
- Widzę że chcesz od razu przejść do rzeczy, hm? - zaśmiał się Hazz.
- Jestem ciekaw co to za nowość. - wytłumaczył Louis.
- Spokojnie, jeszcze zobaczysz. Bardzo niedługo. - ostatnie słowa wyszeptał, aby zaraz po tym wpić się w usta Louis'a. Jedną ręką jeździł po plecach szatyna, a drugą odpinał jego pasek od spodni. Gdy już go wyjął, odsunął się minimalnie od Louis'a.
- Przekręć się na plecy. - zarządał Harry. Jego źrenice powiększyły się do maksimum, czując coraz większe pożądanie.
- Dobrze. - powiedział cicho Lou i przekręcił się. Harry złapał go za nadgarstki, pociągnął za plecy i obwiązał je kilkakrotnie paskiem.
- Mmm... to mi się podoba. - wymruczał Louis.
- To nie koniec nowości.
- Czekam kochanie.
Harry wstał na chwilę w łóżka, wziął coś z szafki obok i wrócił na pozycję. Szybkim ruchem ściągnął Louis'owi spodnie, wraz z bokserkami. To samo zrobił z swoimi ubraniami. Usiadł na nim okrakiem i wodził palcami wzdłuż kręgosłupa, coraz niżej. Louis zniecierpliwiony zaczynał się wiercić lecz Harry go uspokoił. Powoli w niego wszedł. Nadzwyczaj wolno. Louis zajęczał głośno, a Harry uznał że czas na drugą nowość. Wziął do rąk rzecz z szafki czym była chusta i obwiązał nią usta Louis'a wokół głowy. Teraz z ust szatyna słychać było tylko niewyraźne pomruki. Harry nachylił się do jego ucha i szepnął.
- Uwierz mi, zaraz ci się ta chusta przyda.
Nie dając Louis'owi czasu na reakcję, zaczął szybko poruszać biodrami. Zamiast zwalniać, robił to jeszcze szybciej. Pojedyncze kropelki potu spływały z jego czoła, zatrzymując się na czekoladowej grzywce. Louis krzyczał głośno z bólu i przyjemności jednocześnie, lecz chusta wszystko tłumiła. Próbował wyrwać ręce z uścisku lecz od skurzanego paska miał tylko obtarcia. Harry trzymając go za biodra i wykonując szybkie pchnięcia, również nie mógł się powstrzymać od jęknięć. Odchylił głowę do tyłu kontynując to co robił. Gdy jego głowa wróciła do pionu, zauważył że z oczu Louis'a spłynęło kilka łez. Nachylił się i kciukiem delikatnie je starł. Z mamrotania szatyna zrozumiał niewyraźne 'okrutny dupek' i zaniósł się śmiechem. Zwolnił nieco swoje tempo, lecz tylko na krótki czas. Tym razem zdjął Louis'owi chustę. Zachłysnąwszy się świeżym powietrzem, Lou zabił Harry'ego wzrokiem.
- To tak cholernie bolało! - prawie krzyknął.
- Spokojnie, teraz możesz krzyczeć.
Harry chciał sprawdzić głośność szatyna i wrócił do początkowego tempa.
- Harry! - krzyknął Lou wyginając się w łuk. - Proszę, wolniej. Achh! Proszę!
- Mów mi po nazwisku. - zarządał Harry.
- Dobrze, Styles... Uhh! Wolniej Styles, wolniej!
- Zobaczymy.
- Ochh! Harry! - wrzasnął Louis. Szatyn nie wytrzymał i doszedł. Jęknął głośno w poduszkę.
- O to chodzi, Loueh. - uśmiechnął się Harry. Zaraz poczuł że i on dojdzie, więc jego jęki stały się jeszcze głośniejsze i przeciągłe. Szybko, za szybko wyszedł z Louis'a doprowadzając tym samym szatyna do łez. Nie przejął się tym, tylko w spokoju doszedł. Zaraz opadł na poduszkę obok Louis'a. Oboje ciężko dyszeli, ich ciała były pokryte kropelkami potu a ich umysły wniebowzięte. Harry patrzył jak kolejne łzy wypływają zza powiek Louis'a i co chwila je ocierał.
- Loueh, wszystko dobrze? - zapytał Harry lecz nie uzyskał odpowiedzi. - Louis, zrobiłem ci krzywdę? - przestraszył się.
- Przez ciebie nie będę mógł siadać dupku. - wydyszał Louis, na co Harry się zaśmiał. Gdy ich oddechy się wyrównały a serca biły w normalnym tempie, postanowili wstać.
- Czekaj, odwiąże cię. - powiedział Hazz i wstał po pozycji siedzącej.
- Wypadałoby. - mruknął Louis. Gdy był już wolny, zasyczał cicho. - Ale mi żeś obtarł nadgarstki. Jak ja się z takimi pokażę?
- Nie wiem, ale dodają ci pazura. Mrauu. - zażartował Harry.
- Ja ci zaraz pokażę mojego pazura kurwa! - Louis szybko wstał i niczym w szkolnych latach rzucił się na Harry'ego. Jak dzieci turlali się po łóżku, spadli na podłogę. Finalnie Lou był na górze, a Harry zwijał się ze śmiechu na dole. I szatyn długo nie wytrzymał, gdyż również zaczął się głośno śmiać. Jego gardło było już zdrapane.
- Ta chrypka czyni cię jeszcze bardziej seksownym. - stwierdził Harry.
- W takim razie ty jesteś chodzącym seksem bo masz tą chrapkę cały czas.
- Louis?
- Tak?
- Kocham cię.

____________________

Uff nareszcie dotarłam do końca pierwszego imagina ;) Mam nadzieję że się wam podoba, chociaż może nie wszyscy gustują w +18 lecz wiedzcie iż ja jestem bardzo obyta w tych tematach xD

P.S.
Przepraszam jeśli komuś zryłam psychikę ;___;

KONCERT

Tego dnia chłopaki wstali dużo wcześniej.  Wieczorem miał odbyć się koncert na którym będą ich rodziny, znajomi i przyjaciele. Oczywiście oprócz nich tysiące wściekłych fanek. Był to koncert świąteczny, a zaraz po nim każdy z członków zespołu miał pojechać na wspólną, pięciorodzinną kolację. Żaden z nich nie wyobrażał sobie swoich licznych bliskich w połączeniu z jeszcze liczniejszymi bliskimi chłopaków.
- Ja wychodzę! - krzyknął Zayn z dołu.
- A gdzie? - zaciekawił się Niall i zbiegł po schodach.
- Do sklepu.
- Idę z tobą! - ucieszył się blondyn i pobiegł założyć buty. Gdy ta dwójka wyszła, obudził się Harry, lecz bynajmniej nie z własnej woli. Nad jego uchem pochylał się Louis, opierając się na rękach położonych po obu stronach głowy Harry'ego. Szatyn szeptał loczkowi ciepłe słówka, czasem delikatnie podgryzał jego ucho a co chwila całował go po szyi.
- Mmm... taką pobudkę chciałbym mieć codziennie. - wymruczał Harry, na co Louis zachichotał.
- Może będziesz miał. - uśmiechnął się promiennie i przybliżył się jeszcze bardziej do loczka. Harry przypatrywał się twarzy Louis'a i władało nim coraz wieksze pożądanie. Louis widząc iskierki w oczach Harry'ego, postanowił się z nim trochę podroczyć. Składał mokre pocałunki na szyi chłopaka i dmuchał w mokre miejsca.
- Louis, nie zaczynaj...
- Ale o co ci chodzi?
Szatyn nie przestawał kusić Harry'ego. W końcu brunet nie wytrzymał i łapiąc Louis'a za pośladki pociągnął go ku sobie. Teraz szatyn leżał na Harry'm, co jeszcze bardziej go cieszyło.
- Widzę że ci się podoba kotku. - wymruczał Louis do ucha Styles'a, jednocześnie delikatnie pocierając swoim kolegą o wybrzuszenie w spodniach Harry'ego.
- Louis, ostrzegam cię... - wydyszał loczek zaciskając pięści. - Dobrze wiesz że teraz nie możemy.
- Owszem, wiem. Chce się po prostu z tobą podroczyć, kochanie. - w tym momencie Louis podniósł się z łóżka Harry'ego i złożył ostatni pocałunek na jego policzku.
- Nie daruję ci tego, Tomlinson. Jeszcze będzie kara. - powiedział Harry znad przymrużonych powiek.
- W takim razie nie mogę się doczekać.
Szatyn uśmiechnął się zadziornie i w tym momencie do pokoju wszedł Liam.
- Harry... O, witaj Louis. Mam nadzieję że nie przeszkodziłem? - zapytał od razu, wiedząc o co chodzi.
- Nie, ten dupek już wychodził. - burknął Harry.
- Dobrze, już idę. - zaśmiał się Louis, idąc w stronę drzwi i dostając jeszcze po tyłku.
- Pierwsza część kary, kochanie. - uśmiechnął się szyderczo Harry. Louis prychnął i wyszedł. Liam usiadł na brzegu łóżka.
- Em... można siadać? - zapytał.
- Tak, przecież jest ranek. Za wcześnie. - zaśmiał się Styles.
- No dobrze. Chciałem tylko sprawdzić czy wstałeś. Ubierz się szybko bo na dole są naleśniki.
- Naleśniki? Trzeba było tak od razu! - loczek szybko wstał z łóżka i podbiegł do szafy.
- Widzę że coś tu się jednak działo. - zauważył Liam, widząc wybrzuszenie w spodniach Harry'ego.
- To on tak na mnie działa. - wymamrotał Harry lekko się rumieniąc.
- Uwierz, on czuje to samo. Gdyby cię teraz zobaczył z tymi rumieńcami to by umarł z wrażenia. - osadził Liam a Harry rzucił w niego butem śmiejąc się.
- Dobra, idź już. Przyjdę za pięć minut.
- Ok, ale pamiętaj że naleśniki u nas szybko schodzą!
- Przecież Zayn i Niall poszli do sklepu.
- Ale jestem jeszcze ja i Lou. - zaśmiał się wychodząc z pokoju. W kuchni zastał Louis'a, który zjadał naleśniki w nadzwyczaj szybkim tempie.
- A coś ty taki głodny? Zostaw coś dla Harry'ego. - powiedział Liam wyjmując talerz dla loczka.
- Nie jadłem kolacji.
- Hmm... ciekawe dlaczego. - pokręcił głową.
- O co ci chodzi? - zdziwił się Lou przerywając jedzenie.
- Wczoraj wcześniej poszedłeś spać.
- No i co w tym złego?
- Nic, gdybyś nie poszedł z Harry'm.
- Och... - wyrwało się z ust Louis'a.
- Nie żebym tego nie akceptował, ale o dziewiętnastej sąsiedzi jeszcze nie spali. - zaśmiał się.
- Wal się! - odwzajemnił uśmiech Louis i szturchnął przyjaciela w ramię. W tym momencie usłyszeli kroki na schodach. Po chwili ich oczom ukazał się Harry. Louis aż szerzej otworzył oczy z wrażenia. Harry ubrał białą koszulę w podwiniętymi rękawami, grafitową marynarkę i obcisłe czarne rurki. Gdy zobaczył pożerający wzrok Louis'a, zaśmiał się ni szyderczo, ni serdecznie i wkroczył do kuchni.
- Ale żeś się odstawił. - skwitował Liam.
- Żebyś wiedział. - zaśmiał się Harry. Przeszedł obok Louis'a przebiegając palcami po jego ramionach i głaszcząc jego policzek. Szatyn wziął rękę Harry'ego w swoją dłoń i mocno przytrzymał przy swoim rozpalonym policzku. Harry ponownie zaśmiał się i pochylił do ucha Louis'a.
- To druga część kary. Masz cierpieć kochanie, tak jak ja. - wyszeptał. Louis zamknął oczy i zacisnął zęby.
- Nie wytrzymam Harry. - powiedział cicho.
- Musisz. Jak trochę pocierpisz, będzie nagroda.
- Nienawidzę cię kotku. - wymruczał Louis do ucha Harry'ego.
- I znienawidzisz jeszcze bardziej dzisiejszej nocy. - zaśmiał się brunet.
- Zamknij się i jedz zanim ja to zjem. - podsumował Louis. Harry z uśmiechem usiadł do stołu i przejmując talerz od Liam'a, nałożył sobie naleśniki. Nagle drzwi do domu otworzyły się w hukiem, aż chłopcy podskoczyli na krzesłach.
- DJ Malik is in the house! - krzyknął Niall wbiegając do kuchni z dwoma siatkami jedzenia. Zaraz po nim wkroczył Zayn w nowych słuchawkach.
- Stary zestaw. Zayn kupuje słuchawki lub płyty a Niall jedzenie. - powiedział Liam.
- Czy... czy ja czuję naleśniki?! - przestraszył się blondyn w sekundę siadając przy stole.
- Tak, a co? - zapytał rozbawiony Louis.
- No jak to co? Głodny jestem! - zaśmiał się i wziął naleśnika na swój talerz.



________________

Będzie druga część ;*

niedziela, 1 grudnia 2013

KONCERT CZ. 2

- No weź się trochę pośpiesz, co? - poganiał Liam.
- Już, wezmę tylko kurtkę. - powiedział Louis i pobiegł na górę. Wszedł do swojej sypialni,  podszedł do szafy i wyjął z niej skórzaną kurtkę. Nałożył ją szybko i wrócił do salonu. W drzwiach od kuchni stał Harry, opierając się jednym ramieniem o framugę ze skrzyżowanymi rękoma.
- Wyglądasz bosko. - stwierdził lokaty lustrując Louis'a od stóp do głów.
- Cieszę się, ale chyba się spieszymy. - zauważył celnie Louis, widząc pożerający wzrok Harry'ego.
- Owszem. Chodźmy zatem do samochodu. - powiedział Harry idąc w stronę drzwi wejściowych, ocierając się jeszcze o ramię Louis'a. Szatyn zaśmiał się z wypowiedzi bruneta lecz gdy ten obok niego przechodził, złapał go mocno za przed ramię.
- Nie przesadzaj. - powiedział z zaciśniętymi zębami.
- Poczekaj do wieczora kochanie.

Wszyscy dojechali na arenę na czas. Chłopcy mieli kilka prób po czym mogli zająć się sobą i przygotować do koncertu.
- To jak? Na pewno to robimy? - zapytał Louis trzymając w dłoni tablet.
- Tak. Nie możemy zwlekać. - uśmiechnął się Harry.
- Ok, jak coś to będzie na ciebie.
- No chyba nie! Przecież piszemy z twojego konta. - zaśmiał się a Louis zmierzył go spojrzeniem 'Are you kidding me?' po czym napisał na twiterze:

Drogie Directioners! Podczas dzisiejszego koncertu ja i H. wam coś powiemy, wielką niespodziankę. Jest na co czekać! x

- Publikujemy? - zapytał jeszcze raz Lou.
- Dawaj to. - Harry wyrwał mu tablet z rąk i opublikował tweeta. - Czaisz się z tym jak baba.
- Bo się boję, Harry. Boję się że stracimy fanów.
- Uwierz mi, jest wiele naszych shipperek.
- Ale są też nie-shipperki.
- Loueh, nie bądź pesymistą. To szkodzi twojej urodzie. - parsknął śmiechem.
- W takim razie ty musisz być wiecznym pesymistą z takim ryjem. - powiedział poważnie Louis, wprawiając Harry'ego w zakłopotanie. Lecz długo nie wytrzymał i wybuchł dźwięcznym śmiechem.
- Żartujesz, prawda? - zapytał Harry.
- Oczywiście! Nikt nie ma tak pięknej, zadbanej i idealnej twarzy jak ty, kotku. - Louis pogładził Harry'ego po policzku i przybliżył się, siadając na kanapie tuż obok niego.
- Kocham cię Lou. - wyszeptał brunet.
- Ja ciebie również, Hazz.
Harry nie wytrzymał i musnął swoimi ustami usta Louis'a. Nie spodziewał się że Louis zacznie go całować. Na początku delikatnie i powoli, co tylko dało powód aby Harry otworzył usta. Język Louis'a wprosił się do środka i przejechał po podniebieniu lokatego. Harry wziął Louis'a za pośladki i usadził na swoich kolanach. Szatyn siedząc na Harry'm okrakiem przeczesywał rękoma jego czekoladowe loki, natomiast Hazz wsadził ręce pod koszulkę Louis'a i błądził rękoma po jego wyrzeźbionym brzuchu. Po chwili ręce Louis'a zeszły niżej i wsadził je w tylne kieszenie spodni Harry'ego. Brunet jęknął cicho i zacisnął palce na materiale koszulki szatyna. Nie przerywając pocałunku, Harry wyjął ręce spod bluzki chłopaka i ściskając jej materiał, pociągnął do góry. Gdy bluzka została zdjęta, po garderobie rozległo się głośne pukanie. Przerażeni chłopcy spojrzeli w stronę drzwi których klamka spadła w dół. Zaraz zza nich wyłonił się sam Simon Cowell. Gdy zobaczył Louis'a i Harry'ego w dwuznacznej sytuacji, na jego twarzy pojawił się grymas.
- Co... Co wy tu robicie? - zapytał nie bardzo wiedząc jak dobrać słowa, gdyż był w szoku.
- My... - zaczął niepewnie Harry, jednak za nic nie wiedział jak odpowiedzieć.
- Przygotowujemy się do koncertu. - dokończył Louis.
- Tak? Mi się wydaje że nie do koncertu a do pornola. - po tych słowach chłopaki zastygli w bezruchu. - Louis, może byś tak łaskawie zszedł z Harry'ego i doprowadził się do porządku?
- Tak, oczywiście. - zakłopotał się szatyn. Zszedł z kolan Harry'ego i wziął swoją bluzkę, zakładając ją i przeczesując włosy ręką.
- Dobrze, przyszedłem powiedzieć że za dziesięć minut macie być przy arenie. Mam nadzieję że zdążycie i nic już nie wymyślicie.
- Nie, już idziemy. - zapewnił Harry.
- Czekam. - Simon przeszył chłopaków spojrzeniem i wyszedł z pokoju. Obaj głośno odetchnęli a Louis opadł na kanapę wpadając w ramiona Harry'ego.
- Mamy przejebane. - stwierdził Harry.
- Tak, raczej tak. - zgodził się Lou.
- Ale pamiętaj że jeszcze będzie kara.
- Hmm... a to nie było karą? Pewnie po koncercie weźmie nas na rozmowę o Modest i kontrakcie.
- Nie ważne, obiecałem to dotrzymam. A teraz chodź, lepiej się nie spóźnić.
- Tak, idę.

Louis i Harry byli na miejscu przed czasem. Lecz ledwo co usiedli na wielkich głośnikach a reszta chłopaków już się zjawiła. Usiedli obok nich a przed wszystkimi stanął Cowell.
- Jak wiecie to jest nasz ostatni koncert z okazji świąt. Do końca roku będziecie mieć wolne, dlatego też chciałbym abyście się mocno postarali. Mam nadzieję że dodatkową motywacją dla was będą wasze rodziny które są już w drodze na arenę. To narazie wszystko, idźcie do garderob i szykujcie się, za kilka minut wpuszczamy fanów.
Po przemowie Simon'a chłopaki rozeszli się do swoich osobistych garderob. W garderobie Harry'ego, gdzie toczyła się akcja parę minut temu, leżał ten sam tablet. Harry wziął go do ręki i zalogował się na swoje konto na twiterze. Zobaczył post Louis'a i zaniemówił. W ciągu tych kilkunastu minut były miliony RT, tyle samo FAV i dwa razu tyle odpowiedzi. Większość była typu: Aaa! Nie mogę się doczekać! #Larry.
Harry uśmiechnął się pod nosem i odstawił tablet słysząc pukanie do drzwi. Była to makijażystka, która oznajmiła że już powinien się szykować.

Godzinę później cała piątka stała pod sceną na spacjalnej platformie. W ręku każdego z nich widniał mikrofon z namalowanym ich imieniem. Usłyszeli głośne piski, co oznaczało że fanki domyślają się że zaraz ich idole się pojawią. Ogień nad sceną wybuchł, a platforma podniosła się. Fanki dostały szału, podczas gdy chłopcy tylko się uśmiechali i podziwiali widok.
- Dobry wieczór! Jesteście gotowi?! - krzyknął Niall i pisk stał się jeszcze głośniejszy. Zabrzmiały dźwięki piosenki Happily z ich nowego albumu. Każdy z nich pobiegł w swoją stronę i po kolei śpiewali.
Po półtorej godzinie zrobili małą przerwę w śpiewaniu i usiedli na brzegu górnej sceny. Ten moment postanowili wykorzystać Louis i Harry.
- Chciałbym coś powiedzieć. - zaczął Louis.
- Niedawno pisaliśmy o pewnej niespodziance związanej ze mną i Lou. - podtrzymał Harry.
- Tak więc nadszedł czas aby ją ujawnić. Otóż... Jakby to powiedzieć? Harry?
- Powiem to lekko omijając główne zdanie. Louis, za każdym razem gdy cię widzę, na moją twarz wkrada się nieśmiały uśmiech. Twoja uroda i cały ty mnie przytłaczasz, a w twoim towarzystwie czuję się jak w niebie. Uwielbiam twój zapach, twoje oczy i...
- Larry jest prawdziwy. Pieprzymy się każdej nocy. - przerwał mu Louis z zaszklonymi oczami. Na arenie zapanowała cisza. Harry spojrzał w mokre oczy Louis'a i sięgnął po jego dłoń.
- Kocham cię. - powiedział głośno.
- Ja ciebie też kocham. - odpowiedział wzruszony Louis. Na arenie nadal panowała cisza, reszta zespołu patrzyła się na nich osłupiała a oni sami zdawali widzieć tylko siebie. Harry sięgnął po drugą dłoń Louis'a i podniósł obie na wysokość klatki piersiowej, przeplatając ich palce. Nagle Harry przybliżył się do Lou i zachłannie go pocałował. Po arenie rozniosły się brawa i piski. Louis i Harry jakby nagle oświeceni, oderwali się od siebie i spojrzeli na sektor gdzie były rodziny chłopaków. Ich matki płakały jednocześnie się śmiejąc a ojcowie z lekkim grymasem pokazali kciuk w górę.

__________________

Cóż, musi być trzecia część ponieważ się nie wyrobiłam w dwóch xD Niby miały być one shoty ale jak się rozpiszę to woohoho ;) Ale trzecia część będzie ostatnią, obiecuję. No i w tej części będą sceny bardziej typu +18 ^.^
Więc życzę miłej lektury ;*

sobota, 30 listopada 2013

O czo chodzi?

Założyłam tego bloga ponieważ nawet nie macie pojęcia jak bardzo shippuję Larry'ego. Za każdym razem gdy widzę ich wspólne zdjęcia mam takie motylki w brzuchu jakbym zobaczyła miłość mojego życia!
Czułam wyraźną potrzebę założenia czegoś, gdzie będę mogła zbierać zdjęcia i moje własne opowiadania z Larry'm.

WE ALL LOVE LARRY.

Liczę na wasze komentarze, ponieważ one bardzo mnie motywują do pisania opowiadań.
Kocham wszystkie moje siostry Directionerki i bliźniaczki shipperki Larry'ego ;*
Na zachętę daję wam zdjęcie przerobione przeze mnie, przedstawiające Harry'ego który zalicza Lou xD
Jeżeli będziecie kiedyś chciały, napiszę one shota wyjaśniającego tą sytuację xD
Tak, wiem. Jestę miszczę Painta xD
Tak więc do następnego ;*