W hallu słychać było tylko trzask drzwi i przyśpieszone oddechy. Dwie osoby weszły do domu zachłannie się całując i idąc powoli wgłąb domu.
- Od rana na to czekałem. - wymruczał Harry.
- Ja też. Nawet nie wiesz jak bardzo. - Louis popchnął Harry'ego na ścianę i wsadził swoje kolano między jego nogi.
- Ale pamiętaj o swojej karze. - pogroził palcem brunet, na co Lou jęknął.
- A trzeba? - spytał.
- Tak, ale nie teraz. - uspokoił go Harry. Znów złączyli swoje gorące wargi i przemieścili się na górę. Wpadli do sypialni Louis'a, ponieważ jak Harry mówił, miał miększe łóżko.
- Teraz się zacznie zabawa. - mruknął Harry i rzucił się na łóżko, tym samym ciągnąc za sobą Louis'a.
- Co masz na myśli? Coś nowego? - zapytał z ciekawością szatyn.
- Tak, ta 'nowość' to będzie twoja kara.
- Czyli to przyjemna kara?
- A co myślałeś? Po prostu ty będziesz na ten wieczór moją zabawką. - uśmiechnął się cwaniacko.
- Ten jeden wieczór może tak być. - odwzajemnił uśmiech Louis. Harry przekręcił szatyna na plecy i zdjął mu koszulkę. - Może na wszelki wypadek zamknij drzwi na klucz.
- Czemu? Chłopaki po kolacji poszli ze swoimi rodzinami. Prędko nie wrócą.
- Proszę, zrób to.
- Dobrze. Ale nam się poszczęściło że nasze rodziny chciały coś same obgadać, nie? Mamy czas dla siebie. - powiedział Harry wracając do łóżka.
- Oj tak, mnóstwo czasu dla siebie. - potwierdził z zadziornym uśmiechem Lou.
- Widzę że chcesz od razu przejść do rzeczy, hm? - zaśmiał się Hazz.
- Jestem ciekaw co to za nowość. - wytłumaczył Louis.
- Spokojnie, jeszcze zobaczysz. Bardzo niedługo. - ostatnie słowa wyszeptał, aby zaraz po tym wpić się w usta Louis'a. Jedną ręką jeździł po plecach szatyna, a drugą odpinał jego pasek od spodni. Gdy już go wyjął, odsunął się minimalnie od Louis'a.
- Przekręć się na plecy. - zarządał Harry. Jego źrenice powiększyły się do maksimum, czując coraz większe pożądanie.
- Dobrze. - powiedział cicho Lou i przekręcił się. Harry złapał go za nadgarstki, pociągnął za plecy i obwiązał je kilkakrotnie paskiem.
- Mmm... to mi się podoba. - wymruczał Louis.
- To nie koniec nowości.
- Czekam kochanie.
Harry wstał na chwilę w łóżka, wziął coś z szafki obok i wrócił na pozycję. Szybkim ruchem ściągnął Louis'owi spodnie, wraz z bokserkami. To samo zrobił z swoimi ubraniami. Usiadł na nim okrakiem i wodził palcami wzdłuż kręgosłupa, coraz niżej. Louis zniecierpliwiony zaczynał się wiercić lecz Harry go uspokoił. Powoli w niego wszedł. Nadzwyczaj wolno. Louis zajęczał głośno, a Harry uznał że czas na drugą nowość. Wziął do rąk rzecz z szafki czym była chusta i obwiązał nią usta Louis'a wokół głowy. Teraz z ust szatyna słychać było tylko niewyraźne pomruki. Harry nachylił się do jego ucha i szepnął.
- Uwierz mi, zaraz ci się ta chusta przyda.
Nie dając Louis'owi czasu na reakcję, zaczął szybko poruszać biodrami. Zamiast zwalniać, robił to jeszcze szybciej. Pojedyncze kropelki potu spływały z jego czoła, zatrzymując się na czekoladowej grzywce. Louis krzyczał głośno z bólu i przyjemności jednocześnie, lecz chusta wszystko tłumiła. Próbował wyrwać ręce z uścisku lecz od skurzanego paska miał tylko obtarcia. Harry trzymając go za biodra i wykonując szybkie pchnięcia, również nie mógł się powstrzymać od jęknięć. Odchylił głowę do tyłu kontynując to co robił. Gdy jego głowa wróciła do pionu, zauważył że z oczu Louis'a spłynęło kilka łez. Nachylił się i kciukiem delikatnie je starł. Z mamrotania szatyna zrozumiał niewyraźne 'okrutny dupek' i zaniósł się śmiechem. Zwolnił nieco swoje tempo, lecz tylko na krótki czas. Tym razem zdjął Louis'owi chustę. Zachłysnąwszy się świeżym powietrzem, Lou zabił Harry'ego wzrokiem.
- To tak cholernie bolało! - prawie krzyknął.
- Spokojnie, teraz możesz krzyczeć.
Harry chciał sprawdzić głośność szatyna i wrócił do początkowego tempa.
- Harry! - krzyknął Lou wyginając się w łuk. - Proszę, wolniej. Achh! Proszę!
- Mów mi po nazwisku. - zarządał Harry.
- Dobrze, Styles... Uhh! Wolniej Styles, wolniej!
- Zobaczymy.
- Ochh! Harry! - wrzasnął Louis. Szatyn nie wytrzymał i doszedł. Jęknął głośno w poduszkę.
- O to chodzi, Loueh. - uśmiechnął się Harry. Zaraz poczuł że i on dojdzie, więc jego jęki stały się jeszcze głośniejsze i przeciągłe. Szybko, za szybko wyszedł z Louis'a doprowadzając tym samym szatyna do łez. Nie przejął się tym, tylko w spokoju doszedł. Zaraz opadł na poduszkę obok Louis'a. Oboje ciężko dyszeli, ich ciała były pokryte kropelkami potu a ich umysły wniebowzięte. Harry patrzył jak kolejne łzy wypływają zza powiek Louis'a i co chwila je ocierał.
- Loueh, wszystko dobrze? - zapytał Harry lecz nie uzyskał odpowiedzi. - Louis, zrobiłem ci krzywdę? - przestraszył się.
- Przez ciebie nie będę mógł siadać dupku. - wydyszał Louis, na co Harry się zaśmiał. Gdy ich oddechy się wyrównały a serca biły w normalnym tempie, postanowili wstać.
- Czekaj, odwiąże cię. - powiedział Hazz i wstał po pozycji siedzącej.
- Wypadałoby. - mruknął Louis. Gdy był już wolny, zasyczał cicho. - Ale mi żeś obtarł nadgarstki. Jak ja się z takimi pokażę?
- Nie wiem, ale dodają ci pazura. Mrauu. - zażartował Harry.
- Ja ci zaraz pokażę mojego pazura kurwa! - Louis szybko wstał i niczym w szkolnych latach rzucił się na Harry'ego. Jak dzieci turlali się po łóżku, spadli na podłogę. Finalnie Lou był na górze, a Harry zwijał się ze śmiechu na dole. I szatyn długo nie wytrzymał, gdyż również zaczął się głośno śmiać. Jego gardło było już zdrapane.
- Ta chrypka czyni cię jeszcze bardziej seksownym. - stwierdził Harry.
- W takim razie ty jesteś chodzącym seksem bo masz tą chrapkę cały czas.
- Louis?
- Tak?
- Kocham cię.
____________________
Uff nareszcie dotarłam do końca pierwszego imagina ;) Mam nadzieję że się wam podoba, chociaż może nie wszyscy gustują w +18 lecz wiedzcie iż ja jestem bardzo obyta w tych tematach xD
P.S.
Przepraszam jeśli komuś zryłam psychikę ;___;