poniedziałek, 2 grudnia 2013

KONCERT CZ. 3

W hallu słychać było tylko trzask drzwi i przyśpieszone oddechy. Dwie osoby weszły do domu zachłannie się całując i idąc powoli wgłąb domu.
- Od rana na to czekałem. - wymruczał Harry.
- Ja też. Nawet nie wiesz jak bardzo. - Louis popchnął Harry'ego na ścianę i wsadził swoje kolano między jego nogi.
- Ale pamiętaj o swojej karze. - pogroził palcem brunet, na co Lou jęknął.
- A trzeba? - spytał.
- Tak, ale nie teraz. - uspokoił go Harry. Znów złączyli swoje gorące wargi i przemieścili się na górę. Wpadli do sypialni Louis'a, ponieważ jak Harry mówił, miał miększe łóżko.
- Teraz się zacznie zabawa. - mruknął Harry i rzucił się na łóżko, tym samym ciągnąc za sobą Louis'a.
- Co masz na myśli? Coś nowego? - zapytał z ciekawością szatyn.
- Tak, ta 'nowość' to będzie twoja kara.
- Czyli to przyjemna kara?
- A co myślałeś? Po prostu ty będziesz na ten wieczór moją zabawką. - uśmiechnął się cwaniacko.
- Ten jeden wieczór może tak być. - odwzajemnił uśmiech Louis. Harry przekręcił szatyna na plecy i zdjął mu koszulkę. - Może na wszelki wypadek zamknij drzwi na klucz.
- Czemu? Chłopaki po kolacji poszli ze swoimi rodzinami. Prędko nie wrócą.
- Proszę, zrób to.
- Dobrze. Ale nam się poszczęściło że nasze rodziny chciały coś same obgadać, nie? Mamy czas dla siebie. - powiedział Harry wracając do łóżka.
- Oj tak, mnóstwo czasu dla siebie. - potwierdził z zadziornym uśmiechem Lou.
- Widzę że chcesz od razu przejść do rzeczy, hm? - zaśmiał się Hazz.
- Jestem ciekaw co to za nowość. - wytłumaczył Louis.
- Spokojnie, jeszcze zobaczysz. Bardzo niedługo. - ostatnie słowa wyszeptał, aby zaraz po tym wpić się w usta Louis'a. Jedną ręką jeździł po plecach szatyna, a drugą odpinał jego pasek od spodni. Gdy już go wyjął, odsunął się minimalnie od Louis'a.
- Przekręć się na plecy. - zarządał Harry. Jego źrenice powiększyły się do maksimum, czując coraz większe pożądanie.
- Dobrze. - powiedział cicho Lou i przekręcił się. Harry złapał go za nadgarstki, pociągnął za plecy i obwiązał je kilkakrotnie paskiem.
- Mmm... to mi się podoba. - wymruczał Louis.
- To nie koniec nowości.
- Czekam kochanie.
Harry wstał na chwilę w łóżka, wziął coś z szafki obok i wrócił na pozycję. Szybkim ruchem ściągnął Louis'owi spodnie, wraz z bokserkami. To samo zrobił z swoimi ubraniami. Usiadł na nim okrakiem i wodził palcami wzdłuż kręgosłupa, coraz niżej. Louis zniecierpliwiony zaczynał się wiercić lecz Harry go uspokoił. Powoli w niego wszedł. Nadzwyczaj wolno. Louis zajęczał głośno, a Harry uznał że czas na drugą nowość. Wziął do rąk rzecz z szafki czym była chusta i obwiązał nią usta Louis'a wokół głowy. Teraz z ust szatyna słychać było tylko niewyraźne pomruki. Harry nachylił się do jego ucha i szepnął.
- Uwierz mi, zaraz ci się ta chusta przyda.
Nie dając Louis'owi czasu na reakcję, zaczął szybko poruszać biodrami. Zamiast zwalniać, robił to jeszcze szybciej. Pojedyncze kropelki potu spływały z jego czoła, zatrzymując się na czekoladowej grzywce. Louis krzyczał głośno z bólu i przyjemności jednocześnie, lecz chusta wszystko tłumiła. Próbował wyrwać ręce z uścisku lecz od skurzanego paska miał tylko obtarcia. Harry trzymając go za biodra i wykonując szybkie pchnięcia, również nie mógł się powstrzymać od jęknięć. Odchylił głowę do tyłu kontynując to co robił. Gdy jego głowa wróciła do pionu, zauważył że z oczu Louis'a spłynęło kilka łez. Nachylił się i kciukiem delikatnie je starł. Z mamrotania szatyna zrozumiał niewyraźne 'okrutny dupek' i zaniósł się śmiechem. Zwolnił nieco swoje tempo, lecz tylko na krótki czas. Tym razem zdjął Louis'owi chustę. Zachłysnąwszy się świeżym powietrzem, Lou zabił Harry'ego wzrokiem.
- To tak cholernie bolało! - prawie krzyknął.
- Spokojnie, teraz możesz krzyczeć.
Harry chciał sprawdzić głośność szatyna i wrócił do początkowego tempa.
- Harry! - krzyknął Lou wyginając się w łuk. - Proszę, wolniej. Achh! Proszę!
- Mów mi po nazwisku. - zarządał Harry.
- Dobrze, Styles... Uhh! Wolniej Styles, wolniej!
- Zobaczymy.
- Ochh! Harry! - wrzasnął Louis. Szatyn nie wytrzymał i doszedł. Jęknął głośno w poduszkę.
- O to chodzi, Loueh. - uśmiechnął się Harry. Zaraz poczuł że i on dojdzie, więc jego jęki stały się jeszcze głośniejsze i przeciągłe. Szybko, za szybko wyszedł z Louis'a doprowadzając tym samym szatyna do łez. Nie przejął się tym, tylko w spokoju doszedł. Zaraz opadł na poduszkę obok Louis'a. Oboje ciężko dyszeli, ich ciała były pokryte kropelkami potu a ich umysły wniebowzięte. Harry patrzył jak kolejne łzy wypływają zza powiek Louis'a i co chwila je ocierał.
- Loueh, wszystko dobrze? - zapytał Harry lecz nie uzyskał odpowiedzi. - Louis, zrobiłem ci krzywdę? - przestraszył się.
- Przez ciebie nie będę mógł siadać dupku. - wydyszał Louis, na co Harry się zaśmiał. Gdy ich oddechy się wyrównały a serca biły w normalnym tempie, postanowili wstać.
- Czekaj, odwiąże cię. - powiedział Hazz i wstał po pozycji siedzącej.
- Wypadałoby. - mruknął Louis. Gdy był już wolny, zasyczał cicho. - Ale mi żeś obtarł nadgarstki. Jak ja się z takimi pokażę?
- Nie wiem, ale dodają ci pazura. Mrauu. - zażartował Harry.
- Ja ci zaraz pokażę mojego pazura kurwa! - Louis szybko wstał i niczym w szkolnych latach rzucił się na Harry'ego. Jak dzieci turlali się po łóżku, spadli na podłogę. Finalnie Lou był na górze, a Harry zwijał się ze śmiechu na dole. I szatyn długo nie wytrzymał, gdyż również zaczął się głośno śmiać. Jego gardło było już zdrapane.
- Ta chrypka czyni cię jeszcze bardziej seksownym. - stwierdził Harry.
- W takim razie ty jesteś chodzącym seksem bo masz tą chrapkę cały czas.
- Louis?
- Tak?
- Kocham cię.

____________________

Uff nareszcie dotarłam do końca pierwszego imagina ;) Mam nadzieję że się wam podoba, chociaż może nie wszyscy gustują w +18 lecz wiedzcie iż ja jestem bardzo obyta w tych tematach xD

P.S.
Przepraszam jeśli komuś zryłam psychikę ;___;

KONCERT

Tego dnia chłopaki wstali dużo wcześniej.  Wieczorem miał odbyć się koncert na którym będą ich rodziny, znajomi i przyjaciele. Oczywiście oprócz nich tysiące wściekłych fanek. Był to koncert świąteczny, a zaraz po nim każdy z członków zespołu miał pojechać na wspólną, pięciorodzinną kolację. Żaden z nich nie wyobrażał sobie swoich licznych bliskich w połączeniu z jeszcze liczniejszymi bliskimi chłopaków.
- Ja wychodzę! - krzyknął Zayn z dołu.
- A gdzie? - zaciekawił się Niall i zbiegł po schodach.
- Do sklepu.
- Idę z tobą! - ucieszył się blondyn i pobiegł założyć buty. Gdy ta dwójka wyszła, obudził się Harry, lecz bynajmniej nie z własnej woli. Nad jego uchem pochylał się Louis, opierając się na rękach położonych po obu stronach głowy Harry'ego. Szatyn szeptał loczkowi ciepłe słówka, czasem delikatnie podgryzał jego ucho a co chwila całował go po szyi.
- Mmm... taką pobudkę chciałbym mieć codziennie. - wymruczał Harry, na co Louis zachichotał.
- Może będziesz miał. - uśmiechnął się promiennie i przybliżył się jeszcze bardziej do loczka. Harry przypatrywał się twarzy Louis'a i władało nim coraz wieksze pożądanie. Louis widząc iskierki w oczach Harry'ego, postanowił się z nim trochę podroczyć. Składał mokre pocałunki na szyi chłopaka i dmuchał w mokre miejsca.
- Louis, nie zaczynaj...
- Ale o co ci chodzi?
Szatyn nie przestawał kusić Harry'ego. W końcu brunet nie wytrzymał i łapiąc Louis'a za pośladki pociągnął go ku sobie. Teraz szatyn leżał na Harry'm, co jeszcze bardziej go cieszyło.
- Widzę że ci się podoba kotku. - wymruczał Louis do ucha Styles'a, jednocześnie delikatnie pocierając swoim kolegą o wybrzuszenie w spodniach Harry'ego.
- Louis, ostrzegam cię... - wydyszał loczek zaciskając pięści. - Dobrze wiesz że teraz nie możemy.
- Owszem, wiem. Chce się po prostu z tobą podroczyć, kochanie. - w tym momencie Louis podniósł się z łóżka Harry'ego i złożył ostatni pocałunek na jego policzku.
- Nie daruję ci tego, Tomlinson. Jeszcze będzie kara. - powiedział Harry znad przymrużonych powiek.
- W takim razie nie mogę się doczekać.
Szatyn uśmiechnął się zadziornie i w tym momencie do pokoju wszedł Liam.
- Harry... O, witaj Louis. Mam nadzieję że nie przeszkodziłem? - zapytał od razu, wiedząc o co chodzi.
- Nie, ten dupek już wychodził. - burknął Harry.
- Dobrze, już idę. - zaśmiał się Louis, idąc w stronę drzwi i dostając jeszcze po tyłku.
- Pierwsza część kary, kochanie. - uśmiechnął się szyderczo Harry. Louis prychnął i wyszedł. Liam usiadł na brzegu łóżka.
- Em... można siadać? - zapytał.
- Tak, przecież jest ranek. Za wcześnie. - zaśmiał się Styles.
- No dobrze. Chciałem tylko sprawdzić czy wstałeś. Ubierz się szybko bo na dole są naleśniki.
- Naleśniki? Trzeba było tak od razu! - loczek szybko wstał z łóżka i podbiegł do szafy.
- Widzę że coś tu się jednak działo. - zauważył Liam, widząc wybrzuszenie w spodniach Harry'ego.
- To on tak na mnie działa. - wymamrotał Harry lekko się rumieniąc.
- Uwierz, on czuje to samo. Gdyby cię teraz zobaczył z tymi rumieńcami to by umarł z wrażenia. - osadził Liam a Harry rzucił w niego butem śmiejąc się.
- Dobra, idź już. Przyjdę za pięć minut.
- Ok, ale pamiętaj że naleśniki u nas szybko schodzą!
- Przecież Zayn i Niall poszli do sklepu.
- Ale jestem jeszcze ja i Lou. - zaśmiał się wychodząc z pokoju. W kuchni zastał Louis'a, który zjadał naleśniki w nadzwyczaj szybkim tempie.
- A coś ty taki głodny? Zostaw coś dla Harry'ego. - powiedział Liam wyjmując talerz dla loczka.
- Nie jadłem kolacji.
- Hmm... ciekawe dlaczego. - pokręcił głową.
- O co ci chodzi? - zdziwił się Lou przerywając jedzenie.
- Wczoraj wcześniej poszedłeś spać.
- No i co w tym złego?
- Nic, gdybyś nie poszedł z Harry'm.
- Och... - wyrwało się z ust Louis'a.
- Nie żebym tego nie akceptował, ale o dziewiętnastej sąsiedzi jeszcze nie spali. - zaśmiał się.
- Wal się! - odwzajemnił uśmiech Louis i szturchnął przyjaciela w ramię. W tym momencie usłyszeli kroki na schodach. Po chwili ich oczom ukazał się Harry. Louis aż szerzej otworzył oczy z wrażenia. Harry ubrał białą koszulę w podwiniętymi rękawami, grafitową marynarkę i obcisłe czarne rurki. Gdy zobaczył pożerający wzrok Louis'a, zaśmiał się ni szyderczo, ni serdecznie i wkroczył do kuchni.
- Ale żeś się odstawił. - skwitował Liam.
- Żebyś wiedział. - zaśmiał się Harry. Przeszedł obok Louis'a przebiegając palcami po jego ramionach i głaszcząc jego policzek. Szatyn wziął rękę Harry'ego w swoją dłoń i mocno przytrzymał przy swoim rozpalonym policzku. Harry ponownie zaśmiał się i pochylił do ucha Louis'a.
- To druga część kary. Masz cierpieć kochanie, tak jak ja. - wyszeptał. Louis zamknął oczy i zacisnął zęby.
- Nie wytrzymam Harry. - powiedział cicho.
- Musisz. Jak trochę pocierpisz, będzie nagroda.
- Nienawidzę cię kotku. - wymruczał Louis do ucha Harry'ego.
- I znienawidzisz jeszcze bardziej dzisiejszej nocy. - zaśmiał się brunet.
- Zamknij się i jedz zanim ja to zjem. - podsumował Louis. Harry z uśmiechem usiadł do stołu i przejmując talerz od Liam'a, nałożył sobie naleśniki. Nagle drzwi do domu otworzyły się w hukiem, aż chłopcy podskoczyli na krzesłach.
- DJ Malik is in the house! - krzyknął Niall wbiegając do kuchni z dwoma siatkami jedzenia. Zaraz po nim wkroczył Zayn w nowych słuchawkach.
- Stary zestaw. Zayn kupuje słuchawki lub płyty a Niall jedzenie. - powiedział Liam.
- Czy... czy ja czuję naleśniki?! - przestraszył się blondyn w sekundę siadając przy stole.
- Tak, a co? - zapytał rozbawiony Louis.
- No jak to co? Głodny jestem! - zaśmiał się i wziął naleśnika na swój talerz.



________________

Będzie druga część ;*

niedziela, 1 grudnia 2013

KONCERT CZ. 2

- No weź się trochę pośpiesz, co? - poganiał Liam.
- Już, wezmę tylko kurtkę. - powiedział Louis i pobiegł na górę. Wszedł do swojej sypialni,  podszedł do szafy i wyjął z niej skórzaną kurtkę. Nałożył ją szybko i wrócił do salonu. W drzwiach od kuchni stał Harry, opierając się jednym ramieniem o framugę ze skrzyżowanymi rękoma.
- Wyglądasz bosko. - stwierdził lokaty lustrując Louis'a od stóp do głów.
- Cieszę się, ale chyba się spieszymy. - zauważył celnie Louis, widząc pożerający wzrok Harry'ego.
- Owszem. Chodźmy zatem do samochodu. - powiedział Harry idąc w stronę drzwi wejściowych, ocierając się jeszcze o ramię Louis'a. Szatyn zaśmiał się z wypowiedzi bruneta lecz gdy ten obok niego przechodził, złapał go mocno za przed ramię.
- Nie przesadzaj. - powiedział z zaciśniętymi zębami.
- Poczekaj do wieczora kochanie.

Wszyscy dojechali na arenę na czas. Chłopcy mieli kilka prób po czym mogli zająć się sobą i przygotować do koncertu.
- To jak? Na pewno to robimy? - zapytał Louis trzymając w dłoni tablet.
- Tak. Nie możemy zwlekać. - uśmiechnął się Harry.
- Ok, jak coś to będzie na ciebie.
- No chyba nie! Przecież piszemy z twojego konta. - zaśmiał się a Louis zmierzył go spojrzeniem 'Are you kidding me?' po czym napisał na twiterze:

Drogie Directioners! Podczas dzisiejszego koncertu ja i H. wam coś powiemy, wielką niespodziankę. Jest na co czekać! x

- Publikujemy? - zapytał jeszcze raz Lou.
- Dawaj to. - Harry wyrwał mu tablet z rąk i opublikował tweeta. - Czaisz się z tym jak baba.
- Bo się boję, Harry. Boję się że stracimy fanów.
- Uwierz mi, jest wiele naszych shipperek.
- Ale są też nie-shipperki.
- Loueh, nie bądź pesymistą. To szkodzi twojej urodzie. - parsknął śmiechem.
- W takim razie ty musisz być wiecznym pesymistą z takim ryjem. - powiedział poważnie Louis, wprawiając Harry'ego w zakłopotanie. Lecz długo nie wytrzymał i wybuchł dźwięcznym śmiechem.
- Żartujesz, prawda? - zapytał Harry.
- Oczywiście! Nikt nie ma tak pięknej, zadbanej i idealnej twarzy jak ty, kotku. - Louis pogładził Harry'ego po policzku i przybliżył się, siadając na kanapie tuż obok niego.
- Kocham cię Lou. - wyszeptał brunet.
- Ja ciebie również, Hazz.
Harry nie wytrzymał i musnął swoimi ustami usta Louis'a. Nie spodziewał się że Louis zacznie go całować. Na początku delikatnie i powoli, co tylko dało powód aby Harry otworzył usta. Język Louis'a wprosił się do środka i przejechał po podniebieniu lokatego. Harry wziął Louis'a za pośladki i usadził na swoich kolanach. Szatyn siedząc na Harry'm okrakiem przeczesywał rękoma jego czekoladowe loki, natomiast Hazz wsadził ręce pod koszulkę Louis'a i błądził rękoma po jego wyrzeźbionym brzuchu. Po chwili ręce Louis'a zeszły niżej i wsadził je w tylne kieszenie spodni Harry'ego. Brunet jęknął cicho i zacisnął palce na materiale koszulki szatyna. Nie przerywając pocałunku, Harry wyjął ręce spod bluzki chłopaka i ściskając jej materiał, pociągnął do góry. Gdy bluzka została zdjęta, po garderobie rozległo się głośne pukanie. Przerażeni chłopcy spojrzeli w stronę drzwi których klamka spadła w dół. Zaraz zza nich wyłonił się sam Simon Cowell. Gdy zobaczył Louis'a i Harry'ego w dwuznacznej sytuacji, na jego twarzy pojawił się grymas.
- Co... Co wy tu robicie? - zapytał nie bardzo wiedząc jak dobrać słowa, gdyż był w szoku.
- My... - zaczął niepewnie Harry, jednak za nic nie wiedział jak odpowiedzieć.
- Przygotowujemy się do koncertu. - dokończył Louis.
- Tak? Mi się wydaje że nie do koncertu a do pornola. - po tych słowach chłopaki zastygli w bezruchu. - Louis, może byś tak łaskawie zszedł z Harry'ego i doprowadził się do porządku?
- Tak, oczywiście. - zakłopotał się szatyn. Zszedł z kolan Harry'ego i wziął swoją bluzkę, zakładając ją i przeczesując włosy ręką.
- Dobrze, przyszedłem powiedzieć że za dziesięć minut macie być przy arenie. Mam nadzieję że zdążycie i nic już nie wymyślicie.
- Nie, już idziemy. - zapewnił Harry.
- Czekam. - Simon przeszył chłopaków spojrzeniem i wyszedł z pokoju. Obaj głośno odetchnęli a Louis opadł na kanapę wpadając w ramiona Harry'ego.
- Mamy przejebane. - stwierdził Harry.
- Tak, raczej tak. - zgodził się Lou.
- Ale pamiętaj że jeszcze będzie kara.
- Hmm... a to nie było karą? Pewnie po koncercie weźmie nas na rozmowę o Modest i kontrakcie.
- Nie ważne, obiecałem to dotrzymam. A teraz chodź, lepiej się nie spóźnić.
- Tak, idę.

Louis i Harry byli na miejscu przed czasem. Lecz ledwo co usiedli na wielkich głośnikach a reszta chłopaków już się zjawiła. Usiedli obok nich a przed wszystkimi stanął Cowell.
- Jak wiecie to jest nasz ostatni koncert z okazji świąt. Do końca roku będziecie mieć wolne, dlatego też chciałbym abyście się mocno postarali. Mam nadzieję że dodatkową motywacją dla was będą wasze rodziny które są już w drodze na arenę. To narazie wszystko, idźcie do garderob i szykujcie się, za kilka minut wpuszczamy fanów.
Po przemowie Simon'a chłopaki rozeszli się do swoich osobistych garderob. W garderobie Harry'ego, gdzie toczyła się akcja parę minut temu, leżał ten sam tablet. Harry wziął go do ręki i zalogował się na swoje konto na twiterze. Zobaczył post Louis'a i zaniemówił. W ciągu tych kilkunastu minut były miliony RT, tyle samo FAV i dwa razu tyle odpowiedzi. Większość była typu: Aaa! Nie mogę się doczekać! #Larry.
Harry uśmiechnął się pod nosem i odstawił tablet słysząc pukanie do drzwi. Była to makijażystka, która oznajmiła że już powinien się szykować.

Godzinę później cała piątka stała pod sceną na spacjalnej platformie. W ręku każdego z nich widniał mikrofon z namalowanym ich imieniem. Usłyszeli głośne piski, co oznaczało że fanki domyślają się że zaraz ich idole się pojawią. Ogień nad sceną wybuchł, a platforma podniosła się. Fanki dostały szału, podczas gdy chłopcy tylko się uśmiechali i podziwiali widok.
- Dobry wieczór! Jesteście gotowi?! - krzyknął Niall i pisk stał się jeszcze głośniejszy. Zabrzmiały dźwięki piosenki Happily z ich nowego albumu. Każdy z nich pobiegł w swoją stronę i po kolei śpiewali.
Po półtorej godzinie zrobili małą przerwę w śpiewaniu i usiedli na brzegu górnej sceny. Ten moment postanowili wykorzystać Louis i Harry.
- Chciałbym coś powiedzieć. - zaczął Louis.
- Niedawno pisaliśmy o pewnej niespodziance związanej ze mną i Lou. - podtrzymał Harry.
- Tak więc nadszedł czas aby ją ujawnić. Otóż... Jakby to powiedzieć? Harry?
- Powiem to lekko omijając główne zdanie. Louis, za każdym razem gdy cię widzę, na moją twarz wkrada się nieśmiały uśmiech. Twoja uroda i cały ty mnie przytłaczasz, a w twoim towarzystwie czuję się jak w niebie. Uwielbiam twój zapach, twoje oczy i...
- Larry jest prawdziwy. Pieprzymy się każdej nocy. - przerwał mu Louis z zaszklonymi oczami. Na arenie zapanowała cisza. Harry spojrzał w mokre oczy Louis'a i sięgnął po jego dłoń.
- Kocham cię. - powiedział głośno.
- Ja ciebie też kocham. - odpowiedział wzruszony Louis. Na arenie nadal panowała cisza, reszta zespołu patrzyła się na nich osłupiała a oni sami zdawali widzieć tylko siebie. Harry sięgnął po drugą dłoń Louis'a i podniósł obie na wysokość klatki piersiowej, przeplatając ich palce. Nagle Harry przybliżył się do Lou i zachłannie go pocałował. Po arenie rozniosły się brawa i piski. Louis i Harry jakby nagle oświeceni, oderwali się od siebie i spojrzeli na sektor gdzie były rodziny chłopaków. Ich matki płakały jednocześnie się śmiejąc a ojcowie z lekkim grymasem pokazali kciuk w górę.

__________________

Cóż, musi być trzecia część ponieważ się nie wyrobiłam w dwóch xD Niby miały być one shoty ale jak się rozpiszę to woohoho ;) Ale trzecia część będzie ostatnią, obiecuję. No i w tej części będą sceny bardziej typu +18 ^.^
Więc życzę miłej lektury ;*