- No weź się trochę pośpiesz, co? - poganiał Liam.
- Już, wezmę tylko kurtkę. - powiedział Louis i pobiegł na górę. Wszedł do swojej sypialni, podszedł do szafy i wyjął z niej skórzaną kurtkę. Nałożył ją szybko i wrócił do salonu. W drzwiach od kuchni stał Harry, opierając się jednym ramieniem o framugę ze skrzyżowanymi rękoma.
- Wyglądasz bosko. - stwierdził lokaty lustrując Louis'a od stóp do głów.
- Cieszę się, ale chyba się spieszymy. - zauważył celnie Louis, widząc pożerający wzrok Harry'ego.
- Owszem. Chodźmy zatem do samochodu. - powiedział Harry idąc w stronę drzwi wejściowych, ocierając się jeszcze o ramię Louis'a. Szatyn zaśmiał się z wypowiedzi bruneta lecz gdy ten obok niego przechodził, złapał go mocno za przed ramię.
- Nie przesadzaj. - powiedział z zaciśniętymi zębami.
- Poczekaj do wieczora kochanie.
Wszyscy dojechali na arenę na czas. Chłopcy mieli kilka prób po czym mogli zająć się sobą i przygotować do koncertu.
- To jak? Na pewno to robimy? - zapytał Louis trzymając w dłoni tablet.
- Tak. Nie możemy zwlekać. - uśmiechnął się Harry.
- Ok, jak coś to będzie na ciebie.
- No chyba nie! Przecież piszemy z twojego konta. - zaśmiał się a Louis zmierzył go spojrzeniem 'Are you kidding me?' po czym napisał na twiterze:
Drogie Directioners! Podczas dzisiejszego koncertu ja i H. wam coś powiemy, wielką niespodziankę. Jest na co czekać! x
- Publikujemy? - zapytał jeszcze raz Lou.
- Dawaj to. - Harry wyrwał mu tablet z rąk i opublikował tweeta. - Czaisz się z tym jak baba.
- Bo się boję, Harry. Boję się że stracimy fanów.
- Uwierz mi, jest wiele naszych shipperek.
- Ale są też nie-shipperki.
- Loueh, nie bądź pesymistą. To szkodzi twojej urodzie. - parsknął śmiechem.
- W takim razie ty musisz być wiecznym pesymistą z takim ryjem. - powiedział poważnie Louis, wprawiając Harry'ego w zakłopotanie. Lecz długo nie wytrzymał i wybuchł dźwięcznym śmiechem.
- Żartujesz, prawda? - zapytał Harry.
- Oczywiście! Nikt nie ma tak pięknej, zadbanej i idealnej twarzy jak ty, kotku. - Louis pogładził Harry'ego po policzku i przybliżył się, siadając na kanapie tuż obok niego.
- Kocham cię Lou. - wyszeptał brunet.
- Ja ciebie również, Hazz.
Harry nie wytrzymał i musnął swoimi ustami usta Louis'a. Nie spodziewał się że Louis zacznie go całować. Na początku delikatnie i powoli, co tylko dało powód aby Harry otworzył usta. Język Louis'a wprosił się do środka i przejechał po podniebieniu lokatego. Harry wziął Louis'a za pośladki i usadził na swoich kolanach. Szatyn siedząc na Harry'm okrakiem przeczesywał rękoma jego czekoladowe loki, natomiast Hazz wsadził ręce pod koszulkę Louis'a i błądził rękoma po jego wyrzeźbionym brzuchu. Po chwili ręce Louis'a zeszły niżej i wsadził je w tylne kieszenie spodni Harry'ego. Brunet jęknął cicho i zacisnął palce na materiale koszulki szatyna. Nie przerywając pocałunku, Harry wyjął ręce spod bluzki chłopaka i ściskając jej materiał, pociągnął do góry. Gdy bluzka została zdjęta, po garderobie rozległo się głośne pukanie. Przerażeni chłopcy spojrzeli w stronę drzwi których klamka spadła w dół. Zaraz zza nich wyłonił się sam Simon Cowell. Gdy zobaczył Louis'a i Harry'ego w dwuznacznej sytuacji, na jego twarzy pojawił się grymas.
- Co... Co wy tu robicie? - zapytał nie bardzo wiedząc jak dobrać słowa, gdyż był w szoku.
- My... - zaczął niepewnie Harry, jednak za nic nie wiedział jak odpowiedzieć.
- Przygotowujemy się do koncertu. - dokończył Louis.
- Tak? Mi się wydaje że nie do koncertu a do pornola. - po tych słowach chłopaki zastygli w bezruchu. - Louis, może byś tak łaskawie zszedł z Harry'ego i doprowadził się do porządku?
- Tak, oczywiście. - zakłopotał się szatyn. Zszedł z kolan Harry'ego i wziął swoją bluzkę, zakładając ją i przeczesując włosy ręką.
- Dobrze, przyszedłem powiedzieć że za dziesięć minut macie być przy arenie. Mam nadzieję że zdążycie i nic już nie wymyślicie.
- Nie, już idziemy. - zapewnił Harry.
- Czekam. - Simon przeszył chłopaków spojrzeniem i wyszedł z pokoju. Obaj głośno odetchnęli a Louis opadł na kanapę wpadając w ramiona Harry'ego.
- Mamy przejebane. - stwierdził Harry.
- Tak, raczej tak. - zgodził się Lou.
- Ale pamiętaj że jeszcze będzie kara.
- Hmm... a to nie było karą? Pewnie po koncercie weźmie nas na rozmowę o Modest i kontrakcie.
- Nie ważne, obiecałem to dotrzymam. A teraz chodź, lepiej się nie spóźnić.
- Tak, idę.
Louis i Harry byli na miejscu przed czasem. Lecz ledwo co usiedli na wielkich głośnikach a reszta chłopaków już się zjawiła. Usiedli obok nich a przed wszystkimi stanął Cowell.
- Jak wiecie to jest nasz ostatni koncert z okazji świąt. Do końca roku będziecie mieć wolne, dlatego też chciałbym abyście się mocno postarali. Mam nadzieję że dodatkową motywacją dla was będą wasze rodziny które są już w drodze na arenę. To narazie wszystko, idźcie do garderob i szykujcie się, za kilka minut wpuszczamy fanów.
Po przemowie Simon'a chłopaki rozeszli się do swoich osobistych garderob. W garderobie Harry'ego, gdzie toczyła się akcja parę minut temu, leżał ten sam tablet. Harry wziął go do ręki i zalogował się na swoje konto na twiterze. Zobaczył post Louis'a i zaniemówił. W ciągu tych kilkunastu minut były miliony RT, tyle samo FAV i dwa razu tyle odpowiedzi. Większość była typu: Aaa! Nie mogę się doczekać! #Larry.
Harry uśmiechnął się pod nosem i odstawił tablet słysząc pukanie do drzwi. Była to makijażystka, która oznajmiła że już powinien się szykować.
Godzinę później cała piątka stała pod sceną na spacjalnej platformie. W ręku każdego z nich widniał mikrofon z namalowanym ich imieniem. Usłyszeli głośne piski, co oznaczało że fanki domyślają się że zaraz ich idole się pojawią. Ogień nad sceną wybuchł, a platforma podniosła się. Fanki dostały szału, podczas gdy chłopcy tylko się uśmiechali i podziwiali widok.
- Dobry wieczór! Jesteście gotowi?! - krzyknął Niall i pisk stał się jeszcze głośniejszy. Zabrzmiały dźwięki piosenki Happily z ich nowego albumu. Każdy z nich pobiegł w swoją stronę i po kolei śpiewali.
Po półtorej godzinie zrobili małą przerwę w śpiewaniu i usiedli na brzegu górnej sceny. Ten moment postanowili wykorzystać Louis i Harry.
- Chciałbym coś powiedzieć. - zaczął Louis.
- Niedawno pisaliśmy o pewnej niespodziance związanej ze mną i Lou. - podtrzymał Harry.
- Tak więc nadszedł czas aby ją ujawnić. Otóż... Jakby to powiedzieć? Harry?
- Powiem to lekko omijając główne zdanie. Louis, za każdym razem gdy cię widzę, na moją twarz wkrada się nieśmiały uśmiech. Twoja uroda i cały ty mnie przytłaczasz, a w twoim towarzystwie czuję się jak w niebie. Uwielbiam twój zapach, twoje oczy i...
- Larry jest prawdziwy. Pieprzymy się każdej nocy. - przerwał mu Louis z zaszklonymi oczami. Na arenie zapanowała cisza. Harry spojrzał w mokre oczy Louis'a i sięgnął po jego dłoń.
- Kocham cię. - powiedział głośno.
- Ja ciebie też kocham. - odpowiedział wzruszony Louis. Na arenie nadal panowała cisza, reszta zespołu patrzyła się na nich osłupiała a oni sami zdawali widzieć tylko siebie. Harry sięgnął po drugą dłoń Louis'a i podniósł obie na wysokość klatki piersiowej, przeplatając ich palce. Nagle Harry przybliżył się do Lou i zachłannie go pocałował. Po arenie rozniosły się brawa i piski. Louis i Harry jakby nagle oświeceni, oderwali się od siebie i spojrzeli na sektor gdzie były rodziny chłopaków. Ich matki płakały jednocześnie się śmiejąc a ojcowie z lekkim grymasem pokazali kciuk w górę.
__________________
Cóż, musi być trzecia część ponieważ się nie wyrobiłam w dwóch xD Niby miały być one shoty ale jak się rozpiszę to woohoho ;) Ale trzecia część będzie ostatnią, obiecuję. No i w tej części będą sceny bardziej typu +18 ^.^
Więc życzę miłej lektury ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz